top of page

WWO - jestem inna?

Zaktualizowano: 23 cze 2023

Jesteś inna.

To słowo towarzyszyło mi przez większość mojego życia. Stało się tarczą, za którą najpierw mama, tata, a potem również i ja, usprawiedliwiałam wszystkie moje "dziwne" zachowania, "nieadekwatne" emocje i działania.


Nie zawsze tak było.

Jako dziecko nie zwracałam na to większej uwagi, często żyłam w zgodzie z tym, co czuję. Łaziłam po drzewach, oddalałam się od grupy dziewcząt wracając ze szkoły, by popatrzeć na latające na łące motyle, patrzyłam w niebo i marzyłam. Jednak szepty, niepochlebne komentarze i zwracanie uwagi na "nienormalność" wychodzącą z mojej strony zaczęły mi coraz bardziej przeszkadzać. W procesie adaptacji do grupy zaczęłam obserwować i upadabniać się do innych. Nie chciałam odstawać. Uczucie samotności było zbyt wielkie, by się z nim zmierzyć samemu. A żyjąc w małej społeczności wiejskiej, nie było zbyt wiele opcji do wyboru. Trzeba było się dopasować do reszty.


To właśnie wtedy zaczęłam postrzegać swoją cechę jako coś, co trzeba definitywnie wyplenić. Społeczeństwo nie lubi "innych", bo są nieprzewidywalni i tym samym nie godni zaufania - nie wiadomo przecież co takiemu strzeli do głowy, skoro myśli inaczej, prawda?

Zdusiłam więc to w sobie na tyle skutecznie, że komentarze o inności pojawiały się coraz rzadziej. Nadal miewałam swoje dziwactwa, ale stało się to bardziej akceptowalne ze strony zarówno rówieśników, jak i rodziny. Przylgnęła do mnie łatka "innej", mimo, że usilnie starałam się podążać ścieżką za innymi. Frustrowało mnie, że nie jestem w stanie być w pełni "normalna". nawet przez moment zaczęłam się buntować i wybierać czerń, by znaleźć się w jakiejkolwiek kulturze, która akceptowałaby tą cechę. Szukając siebie i swojej tożsamości nie mogłam odnaleźć nikogo, kto byłby w stanie zrozumieć. A skoro nikogo takiego nie ma w moim świecie to znaczy, że coś jest ze mną nie tak.


Gdy wyjechałam na studia, zobaczyłam szansę w czystej karcie. Nikt mnie nie znał, więc mogłam stworzyć taką siebie, która będzie akceptowana przez społeczeństwo. Koniec końców, trwało to tak długo, że nie wiedziałam już nawet kim tak naprawdę jestem. Co lubię? Co sprawia mi przyjemność? Przecież to nieistotne, skoro i tak nikt tego nie zaakceptuje. Trzeba się dopasować, by przeżyć.


Nie wiem ile by trwał ten stan, gdybym w końcu nie trafiła na ludzi, którzy zaczęli doceniać tą wartość. Na początku byłam nieufna, no bo jak to tak? Przecież bycie nadwrażliwym tylko przeszkadza, więc jaka może być w tym wartość? Na szczęście na mojej drodze stanęło wielu ludzi postrzegających ten świat w zupełnie innych barwach - głównie artystów, przez wzgląd na studiowanie na Akademii Sztuk Pięknych, gdzie siłą rzeczy byłam otoczona takim towarzystwem. Zaczęłam się coraz bardziej przekonywać do tej wypartej części. Może w końcu nie jest ona taka zła?

Pod koniec studiów na jednym z seminariów licencjackich usłyszałam słowa, które poryszyło pewne struny w mojej zakopanej i zduszonej duszy. Podczas konsultacji swojej pracy dyplomowej moja promotorka korygując błędy w tekście powiedziała mi słowa, które już chyba na stałe wyryły się w moim sercu.


"Natalia, Twoją mocną stroną jest niesamowita wrażliwość. Używaj jej."


Kra pękła. Porcelana się potłukła, a pancerz zaczął opadać. Jak to. Wrażliwość ma być czymś dobrym? Przecież do tej pory powodowała tylko samotność, smutek, łzy i frustrację. Jak ja mam jej używać?

Po pewnym czasie w okresie tych całych wątpliwości trafiła w moje ręce książka Elaine N. Aron "Wysoko wrażliwi. Jak funkcjonować w świecie, który nas przytłacza". Rewolucji, która zaczęła się dziać w moim sercu możesz się domyślić.


Nauka potwierdzała występowanie Wysokiej Wrażliwości. Dostałam w końcu to, czego szukałam, czyli niezbity dowód na to, że... nie zwariowałam. Pierwsze z opublikowanych badań Elaine miało na celu wykazanie, że Wysoka Wrażliwość nie jest tożsama ani z introwersją, ani z neurotycznością (to tendencja do popadania w depresję lub przeżywania silnych lęków), tylko jest ona odrębną cechą, choć niezwykle silnie skorelowaną z tymi stanami. W 2005 roku potwierdziła, że osoby, które miały za sobą trudne dzieciństwo, cierpiały na depresję, lęki i nasiloną nieśmiałość części niż pozostali ludzie z podobnymi przeżyciami. Jednocześnie osoby, których dzieciństwo było w miarę pogodne, ryzyko zaburzeń nie było większe niż dla całej populacji. Tym samym uzyskała wskazówki, że osoby takie funkcjonują lepiej niż osoby niewrażliwe mające za sobą dobre dzieciństwo.


Posiadanie wrażliwego układu nerwowego to cecha normalna i zasadniczo neutralna. Przypuszczalnie osoby, które ją mają, dostały ją w genach. Występuje ona u około 15-20 procent populacji. Dzięki niej dostrzegasz niuanse w swoim otoczeniu, co w wielu sytuacjach daje Ci istotną przewagę. Oznacza także, że łatwiej ulegasz przeciążeniu, gdy zbyt długo przebywasz w intensywnie funkcjonującym środowisku, w którym bombardują Cię obrazy i dźwięki, doprowadzające Twój układ nerwowy do wyczerpania. Jak widać, ma to swoje zalety, jak i wady.

W naszej kulturze cechy tej nie uważa się jednak za pożądaną i zapewne okoliczność ta w znacznym stopniu kształtuje działanie WWO, tak, jak miało to miejsce w moim przypadku. Rodzice i nauczyciele, kierując się najlepszymi intencjami, prawdopodobnie również i Ciebie starali się "naprawić" i pomóc "poradzić sobie" z tą cechą, jakby stanowiła ona jakąś wadę. Jednak nie zapominajmy też o tym, że grupa ludzi Wysoko Wrażliwych wykazuje w wyjątkowym stopniu kreatywność, przenikliwość, pasję i opiekuńczość - czyli cechy wysoko cenione w społeczeństwie.


To jak? Podasz mi rękę i ruszymy odkrywać Twój wewnętrzny świat?





Komentarze


  • Behance
  • Instagram
  • Facebook
  • Linkedin
bottom of page