top of page

Życie autentyczne - czyli co?

Zaktualizowano: 31 lip 2023

Wdzięczność.

Słowo, które stało się kluczowe w tematyce mindfulness. Słowo, które dominuje w poglądach na szczęśliwe życie. To właśnie ją podkreśla tak wiele razy Brene Brown w swojej książce „Dary niedoskonałości” jako kluczowe dla osiągnięcia Autentycznego życia. Tak często mam wrażenie, że ludzie o tym zapominają. Wychowani w kulturze konsumpcji i wszechogarniającego dostępu do wszystkiego, przyzwyczailiśmy się do posiadania. Ba, często nawet uważamy, że to co mamy nam się należy. Ale tak naprawdę za co? Za to, że żyjemy? Przecież wszyscy na tej planecie posiadają to samo życie, a jednak w jakimś stopniu czujemy się pewnych rzeczy bardziej godni, a pewnych mniej niż inni. Czy czasem też przystajesz w pędzie codzienności, by zapytać się "dlaczego"? Żeby skonfrontować się z własnymi uczuciami, przekonaniami, wartościami i dowiedzieć się, odszukać, skąd tak naprawdę one się wzięły w naszym życiu?


Jako dzieci dorastamy mając ten przywilej pytać. Skąd, dlaczego, jak, o co chodzi, jak działa, po co. Jesteśmy głodni świata i wiedzy, ciekawość jest naszą towarzyszką od samego początku, gdy usilnie staramy się wsadzać do ust wszystko co tylko wpadnie nam w ręce. A gdy opanujemy już mowę, zadręczamy naszych opiekunów pytaniami o dosłownie wszystko, tym samym przyprawiając ich o migreny i chęć ucieczki od naszego towarzystwa. Co dzieje się zatem po drodze? Jako dorośli gdzieś gubimy ten zapał, chęć i ekscytację towarzyszącą poznaniu, zrozumieniu i rozwojowi. Z tego co słyszałam, przyczynia się do tego system edukacji, który jest obecny w polskich szkołach. Ale jak wiadomo, życie składa się z wielu aspektów, myślę więc, że tych czynników tłumiących jest znacznie więcej. Tylko dlaczego tak łatwo zapominamy o tym przyjemnym uczuciu?


Pamiętam, że w pewnym momencie mojego życia ja również przestałam pytać. Chodziłam w końcu do gimnazjum, potem liceum, więc pod sobą miałam wiele młodszych roczników na które dawałam sobie przywilej patrzeć z wyższością. Bo co oni tam wiedzą, przecież ja przeżyłam rok-dwa więcej, więc mam o ten czas bogatsze doświadczenia życiowe. Ta młodzieńcza próżność z łatwością zduszała dalsze pytania o funkcjonowanie życia, gdyż jako osoba już prawie dorosła, nie wypadało mi czegoś nie wiedzieć. W końcu świat wymagał ode mnie bym była ogarnięta i wiedziała. Bądź co bądź, wprost mi nikt tego nie powiedział, ale sama wewnętrznie narzucałam sobie takie wymagania, zwalając odpowiedzialność za to na świat i innych ludzi. Z biegiem czasu materiał był coraz trudniejszy i bardziej wymagający - zarówno w szkole jak i w życiu, a ja szłam w zaparte udając, że wiem co robić i jakie kroki podjąć. Ale nie wiedziałam. Zaczęłam bardzo gubić się w świecie w którym nie było jasnych drogowskazów. Trafiając na studia nie wiedziałam, czy to jest konkretnie to co chcę robić w życiu. Ale tak trzeba było, w końcu wykształcenie jest wymagane od potencjalnych pracodawców, tak zawsze powtarzali mi rodzice. Gdy zwątpiłam i chciałam wziąć przerwę na złapanie oddechu, usłyszałam kategoryczny sprzeciw. Zakazane mi było porzucać ledwo co zaczętych studiów, bo przecież jak z nimi skończę, to już nigdy nie wrócę, bo świat mnie zje po drodze i będę miała inne rzeczy na głowie.


A ja się dusiłam.


Nie wiedziałam czego chcę, zarówno od siebie jak i od innych ludzi. Nie miałam wymagań, oczekiwań. Wiedziałam tylko, że chcę być szczęśliwa i szanowana ze względu na papierek który zamierzałam zdobyć. Gdy przypadkiem trafiłam na arteterapię, moje życie stopniowo zaczęło się odmieniać. Wspominam to z ciepłem w sercu, gdyż te trzy lata dały mi możliwość niesamowitego wglądu zarówno w siebie, jak i w innych. Ludzie, których szanowałam jako wykładowców zaczęli podkreślać wagę samopoznania i dobrego samopoczucia. A ja nie rozumiałam.

Jak to? Przecież ja chcę się poświęcać dla świata, chcę robić wielkie rzeczy, żeby innym było łatwiej, chcę pomóc. Nie ma czasu na siebie, zresztą, co ja mam z siebie? Wielkie nic. A tak, jako narzędzie mogę przysłużyć się światu. Nie mogę ukrywać, że w pewnym stopniu nawet czułam się z tego powodu lepsza. Że nie dotykają mnie tak podstawowe zachcianki, że jestem silna, że nie muszę jak inni użalać się nad sobą. Chciałam być silna, lecz zdawałam sobie sprawę, że gdzieś tam w środku jestem bardzo krucha i wrażliwa.


Słyszałam czasem delikatne nuty mojej duszy, gdy wsłuchiwałam się w koncerty pianistów, dźwięki skrzypiec. Gdy malowałam i tworzyłam, gdy ponosił mnie taniec, gdy czułam pięknie pachnące tulipany w ogrodzie babci.

Wrażliwość. Delikatność. Troska.

Były to cechy kompletnie nie akceptowalne. W końcu całe życie słyszałam, że świat mnie zniszczy, że kto ma miętkie serce to musi mieć twardą d… . I wierzyłam w to, wiedziałam, byłam na dwieście procent pewna tego, że muszę ukryć tą część mnie. Zniszczyć, wyrzucić, zdeptać. Bo to nie pozwoli mi istnieć, nie pozwoli mi być silną, będzie tylko moją kulą u nogi. Pamiętam jak kilka miesięcy przed obroną, gdy omawialiśmy nasze prace na seminarium licencjackim usłyszałam od mojej promotorki: „Natalia, twoją mocną stroną jest niesamowita wrażliwość. Pokaż to”. Te słowa były moim kamieniem milowym.


Wraz ze zwiększaniem swojej świadomości i nabywaniem wiary czułam, że idę w dobrą stronę. Postanowiłam też przestać okłamywać samą siebie, chciałam w końcu móc się przytulić, poczuć wewnętrzne ciepło i ukojenie, którego nigdy nie zaznałam ze strony swojej osoby. Wraz ze szczerością, zaczęłam w końcu nabierać odwagi do zadawania pytań. Przyznałam w końcu przed samą sobą jak wiele jeszcze nie wiem, udawanie wiedzącej wszystko było turbo trudne, więc z wielką ulgą zdjęłam w końcu z siebie ten ciężar i wyrzuciłam strach przed osądzeniem. Wraz z tym zaczęło wszystko we mnie odżywać na nowo, czułam tak wiele i to było tak wspaniałe! Ciekawość, pasja, radość, śmiałość, ekscytacja. Teraz przyznaję sama, że wewnętrznie jestem dzieckiem, które pyta, szuka i dzieli się zdobytą wiedzą z wielką radością. Odkrycie tylu pozytywnych rzeczy w sobie jest dla mnie niesamowitym przełomem w życiu, ponieważ stało się ono pewniejsze, bardziej ekscytujące i przy tym tak piękne… Nie bójmy się zatem zadawać pytań. Nie bójmy się szukać, starać się, próbować, prosić i uczyć się. Tego świata jest tak dużo, a jego historia oraz teraźniejszość, którą nam oferuje, to niesamowite pole do zaspokajania nigdy nie kończącego się głodu wiedzy i poznania, co tym samym przynieść może wiele pozytywnych odczuć. Dlatego namawiam Cię gorąco, Drogi Czytelniku, bądź Czytelniczko, do zatrzymania się na moment. Spójrz w głąb siebie. Co czujesz? Jaki masz nastrój? Do czego dążysz? Czego pragniesz? Nie bój się szukać swojego szczęścia, bo nie potyka się tylko ten, który stoi w miejscu.

Trzymam za Ciebie kciuki i mocno ściskam.





Komentarze


  • Behance
  • Instagram
  • Facebook
  • Linkedin
bottom of page